KONTAKT MAILOWY
Małgorzata Łuka-Kowalczyk Małgorzata Łuka-Kowalczyk
tel.: 0 792 083 752
e-mail: mmbs@vp.pl




Aktualności

2018-05-02

Książka Toma Griffina już w Polsce

Książkę można kupić poprzez zamówienie mailowe na tej stronie oraz w Galerii Kormoran na Twardej 7 oraz juz wkrótce na portalu Czarymary.pl Cena książki 29.90 zł plus koszty przesyłki. W Warszawie jest możliwość bezpośredniego kupna.

więcej

2014-01-24

Tom Griffin II wywiad

Najnowszy wywiad z TOmem Griffinem na temat jego metdoy Hidden Mind

więcej

2013-01-23

"Hidden Mind" w Polsce

Długo oczekiwane warsztaty Toma Griffina - I wywiad z Tomem o meodzie Hidden Mind oraz jego pracy..

więcej

Historia Plexusa

System Plexus powstał w wyniku dwudziestu lat aktywnej pracy z pacjentami oraz ciągłego udoskonalania metod. Przez ten czas Michael i Tom pomogli tysiącom ludzi z całego świata wrócić do zdrowia.

Po raz pierwszy Michael O'Doherty i Tom Griffin zetknęli się z bioenergią dwadzieścia lat temu. Mieli wtedy obaj po dwadzieścia kilka lat. Trenowali sztuki walki i wraz ze swoim trenerem pojechali na Słowenię do znanego terapeuty Zdenko Domancica. U niego nauczyli się podstaw pracy z energią. Po kilku latach intensywnej pracy - stwierdzili, że sama metoda Domancica dla ludzi w Europie Zachodniej, która rządzi się innymi prawami niż kraje Bałkańskie - nie wystarcza. "Stwierdziliśmy, że tutaj oprócz pracy z systemem energetycznym, trzeba bardziej kompleksowej pracy z pacjentem. W tej części Świata ludzie żyją bowiem w większym pośpiechu, bardziej nerwowo, podlegają większym stresom zawodowym i osobistym i są znacznie bardziej pogubieni i oderwani od swego prawdziwego ja. W krajach bałkańskich ludzie mniej się wszystkim przejmują i są bardziej otwarci". I tak powstał System Opieki Zdrowotnej Plexus na który oprócz pracy z Energią i Intencją składa się jeszcze odpowiednia dieta, nauka prawidłowego oddychania, relaksacja, oraz najważniejsze - PRACA Z ORGANAMI. To potężne narzędzie terapeutyczne, która pozwala w krótkim czasie pozbyć się negatywnych emocji, które latami były magazynowane w: nerkach, wątrobie, śledzionie itp. EFEKTY I POPRAWA SAMOPOCZUCIA SĄ ODCZUWALNE NATYCHMIAST!
Dziś MIchael O'Doherty i Tom Griffin są uznanymi autorytetami w dziedzinie medycyny alternatywnej. Zaczynali od przyjmowanie pacjentów w wynajętych salach hotelowych, często pracując po kilkanaście godzin na dobę - bo tyle trzeba było czasu, żeby przyjąć wszystkich chętnych, dziś od kilku lat mają swoje kliniki w Ennis i Galway oraz rozbudowaną i prężną sieć przeszkolonych przez siebie terapeutów Plexus (Irlandia, Wielka Brytania, Polska) Ich wkład w uzdrawianie chorych zaprocentował uznaniem ze strony środowiska medycznego. W ciągu ostatnich lat przeszkolili wielu lekarzy, z innymi stale współpracują. Są zapraszani na konferencje naukowe przez koła i instytucje lekarskie - ostatnio przez Brytyjskie Stowarzyszenie Psychiatrów, które doceniło ich osiągnięcia w pracy z dziećmi z ADHD, ADD oraz AUTYZMEM. Więcej o historii Plexus dowiesz się z wywiadu zamieszczonego w następnej zakładce.
Oraz wywiad z Michaelem, tak jak jest na stronie plexusbio-energia.pl
Wywiad przeprowadzony z Michaelem O'Doherty przez dziennikarkę Małgorzatę Łuka-Kowalczyk dla miesięcznika "Sukces".

Lead: W Irlandii i Wielkiej Brytanii jest bardzo znany. Wystąpił w wielu wywiadach i programach telewizyjnych - między innymi w "Late, Late Show" oraz na Discovery Chanel. Teraz "podbija" Polskę. Od roku, Irlandczyk - Michael O'Doherty jest bowiem częstym gościem w naszym kraju. Prowadzi szkolenia, przyjmuje pacjentów.

Jak się zaczęła pana przygoda z energią?
Michael O'Doherty: Dość niespodziewanie. Pracowałem wtedy w Ministerstwie Sprawiedliwości i byłem "poważnym" funkcjonariuszem państwowym. Wiedziałem już co prawda wtedy o istnieniu energii, bo przez wiele lat trenowałem sztuki walki i interesowałem się kulturą Wschodu. Słyszałem, że ludzie w różnych częściach świata pracują z bioenergią i leczą choroby. Jedną z tych osób był chorwacki terapeuta Zdenko Domancic - bardzo znany, bo Powiedział mi o nim mój trener. Wiedziałem, że wybiera się do niego, więc wraz z moim przyjacielem Tomem postanowiliśmy, że pojedziemy razem z nim. Był bardzo znany. Miałem wtedy dwadzieścia cztery lata. Już na miejscu, zachwyciliśmy się tym co Zdenko Domanic robi - zobaczyłem, że ludzie wychodzą z chorób, na które medycyna konwencjonalna nie ma sposobów. Poczułem, że muszę się tym zająć, że to coś naprawdę wielkiego. Po powrocie najpierw przez długi czas robiliśmy zabiegi tylko przyjaciołom i znajomym, w wolnym czasie. Byliśmy tak podekscytowani, że zarażaliśmy wszystkich wokół swoim entuzjazmem. Czuliśmy się natchnieni przez Boga. Chętnych na nasze zabiegi było coraz więcej. Wyprowadzaliśmy ludzi między innymi z astmy, autyzmu, stwardnienia rozsianego, alergii, ludzie wstawali z wózków inwalidzkich. Potem "odkryły" nas irlandzkie media i już się zaczęło. Przez dwa lata przyjmowaliśmy pacjentów za darmo, tylko za wolne datki. Do hoteli, w których wynajmowaliśmy sale zjeżdżały tłumy. Hotele nie były na to kompletnie przygotowane, nie miały odpowiedniej ilości jedzenia, żeby nakarmić wszystkich. Ludzie nie dawali nam spokoju. Policjanci musieli pilnować porządku. Byliśmy wykończeni i bliscy wypalenia zawodowego. W końcu zdaliśmy sobie sprawę, że tak dłużej nie damy rady. Zrezygnowaliśmy z pracy i otworzyliśmy klinikę, żeby móc pomagać ludziom.

Dwadzieścia lat temu, jak pan zaczynał ludzie nie mieli takiej świadomości jak dzisiaj. Nie bał się pan, że spotka się z brakiem zrozumienia?
Nie, w Irlandii mamy wielosetletnią tradycję leczenia wszelkiego rodzaju terapiami naturalnymi. Żyjemy w kulturze czucia. Dziś już jest znacznie łatwiej, nawet w społeczeństwach które są bardziej sceptyczne. Świat się zmienia i ludzie dostosowują do tych zmian. W każdej kulturze jest bardzo ważne żeby nauczyć się przekształcać stres i napięcie w żywotność, witalność. To konieczność. Milion osób rocznie na całym świecie popełnia samobójstwo, to pokazuje jak bardzo jesteśmy oderwani od naszego prawdziwego ja.

Na Słowenii uczył się pan metody od Domancica. Dziś pracuje pan swoją własną metodą - "Plexus". Czym różnią się te dwie terapie?
Muszę oddać szacunek Domancicowi - bez niego nie bylibyśmy dziś tu gdzie jesteśmy. Ale po paru latach pracy wraz z Tomem doszliśmy do przekonania, że w Irlandii i w Europie Zachodniej potrzebujemy czegoś więcej niż tylko pracy z energią. Do naszego systemu dodaliśmy wiele ważnych elementów. Zrozumieliśmy, że trzeba poznać i zrozumieć mechanikę ciała, emocje - to jak powstają i jak oddziaływają na organizm. A także nauczyć się odpowiedniego oddychania, odżywiania i radzenia sobie ze stresem. Ten ostatni czynnik najbardziej osłabia system immunologiczny. Gdy doznajmy silnego stresu system energetyczny ulega chwilowemu "zamrożeniu" i tak powstają blokady energetyczne w ciele. Energia nie może swobodnie krążyć i organizm zaczyna chorować.

W przypadku dzieci działają te same czynniki?
Oczywiście. W dodatku wiele chorób zaczyna się już na etapie życia płodowego czy narodzin. Nauka potwierdziła już, że rozwijający się płód odbiera emocje matki. Czy wie pani co dzieje się z dzieckiem gdy rodzi się w wyniku cesarskiego cięcia? Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: Jest środek nocy, śpi sobie pani smacznie w wygodnym łóżku. Jest pani miło, ciepło. Nagle ktoś podchodzi do pani, chwyta panią za głowę i wyszarpuje panią do góry. Jak się pani w takiej sytuacji czuje? Z całą pewnością jest pani przerażona, myśli pani, że ktoś chce panią zabić. Podobnie czuje się dziecko, które rodzi się w ten sposób. Konsekwencje zdrowotne mogą być potem różne. W łagodniejszych formach dziecko może mieć problemy z trawieniem - kolkę, zaparcia, problemy z górnymi drogami oddechowymi, z koncentracją (np. ADD, ADHD) w cięższych może zostać zakłócone jego ciało fizyczne - delikatne kości czaszki, które powinny delikatnie poruszać się, zaciskają się. Prawa i lewa półkula mózgowa nie współpracuje ze sobą. Płyn mózgowo - rdzeniowy nie płynie swobodnie i ciało nie dostaje z mózgu prawidłowej informacji - rozwija się więc także nieprawidłowo. To oczywiście można wszystko wyleczyć pracując z energią, ale trzeba na to dużo czasu. Może warto wcześniej zastanowić się nad konsekwencjami takiego porodu? Wiadomo, że czasem to nieuniknione, bo dzięki temu można uratować życie dziecku i matce.

Odniósł pan sukces w dziedzinie która w Polsce i pewnie w innych krajach także jest wciąż zepchnięta na margines życia społecznego. Wielu ludzi wraca do zdrowia dzięki bioterapii, ale mnóstwo osób jest wciąż sceptycznych...
Mam nadzieję, że ludzie doceniają metodę która pracuję (śmiech). Ja nie tylko pracuję z energią ale także z intencją, ze świadomością pacjenta. A to bardzo potężna technika. Po drugie nie stwarzam wokół siebie aury tajemniczości. Natomiast wśród terapeutów często spotyka się ludzi, którzy twierdzą, że leczą swoją własną energią. W ten sposób podkreślają, że są wybrani i że tylko oni mają tą specjalną moc. To nonsens. Ludzie, którzy mówią o tym, że to ich własna energia leczy po prostu karmią swoje ego. Energia jest dostępna dla każdego, ona jest po prostu wokół nas. Trzeba się tylko nauczyć z niej korzystać oraz mieć dużą świadomość własną. Daję pacjentom prawdziwą nadzieję. Nie uzależniam ich od siebie. Uczę, że odpowiedzialność za własne zdrowie leży w ich rękach.

Fakty są takie, że do bioenergoterapeuty przychodzą ludzie, których medycyna rozczarowała. Często jest on dla nich „ostatnią deską ratunku”…
To prawda. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze medycyna zachodnia za chorobę uznaje stan, który można zdiagnozować organoleptycznie lub za pomocą badań, analizy krwi, moczu czy ciśnienia. Z tego też powodu medycyna stosunkowo późno uznała symptomy psychiczne za choroby. Dopiero w XIX wieku powstała psychiatria jako oddzielna dyscyplina naukowa i jeszcze przez długi czas pojawiały się w stosunku do niej zarzuty o braku naukowych podstaw. Tymczasem zanim zaburzenie znajdzie się na poziomie ciała i będzie możliwe do dostrzeżenia, dużo wcześniej zaczyna się w aurze, czyli polu energetycznym człowieka. Ludzie czują się źle, ale jaki jest tego powód lekarzom trudno to stwierdzić, bo według nich pacjent jest zdrowy. Bioenergoterapia czy tradycyjne medycyny wschodu dla których pojęcie systemu energetycznego człowieka jest od tysiącleci doskonale znane, potrafią wyłapać zaburzenie w systemie energetycznym i usunąć je. Wtedy choroba nie rozwija się w ciele fizycznym. A drugi powód jest taki, że jak już choroba zaatakowała ciało człowieka, często jest bardzo trudna do wyleczenia jeśli się nie usunie jej "zapisu" nie tylko z ciała ale też z pola energetycznego chorego. Tych różnic jest więcej oczywiście. Nie mniej ważną różnicą jest fakt, że medycyna zachodnia koncentruje się na chorobach a bioterapia i medycyna wschodnia na zdrowiu człowieka. A zgodnie z prawem przyciągania - to na czym się koncentruje swoją uwagę - to wzrasta, nabiera siły. Dlatego podstawowym zadaniem terapeutów których szkolę w terapii "Plexus", jest nauczyć kierować uwagę pacjentów na to czego chcą doświadczyć, czyli na zdrowie, radość, jasne strony życia. Bo energia płynie tam gdzie jest skierowana uwaga. Gdy do mojej kliniki wchodzi pacjent, nigdy nie widzę w nim chorego, tylko zdrowego człowieka i taki ode mnie wychodzi. To nic nowego. Tę prawidłowość zauważył już wiele lat temu psycholog Karl Gustav Jung: "To czemu się opierasz, trwa uparcie". A Matka Teresa, którą zapraszano do wzięcia udziału w manifestacjach antywojennych powiedziała: "Nigdy nie wezmę udziału w manifestacjach antywojennych. Jeśli zorganizujecie manifestację pokojową, wtedy mnie zaproście". Niby drobna różnica, ale istotna.

Przez dwadzieścia lat wyleczył pan dziesiątki tysięcy pacjentów. Jak reaguje środowisko medyczne na to co pan robi?
Wbrew temu co się powszechnie uważa, środowisko medyczne wcale nie jest nastawione negatywnie. Ja wyszkoliłem wielu lekarzy. I to nie tylko w Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Także w Czarnobylu, kilka lat po wybuchu. Leczyłem dzieci i przeszkoliłem tam pięćdziesięciu lekarzy. Widząc jakie są efekty pracy z energią, w obliczu zagrożenia życia, nikt nie pytał o naukowe dowody istnienia energii. Teraz, przed przyjazdem do Polski, pod koniec czerwca dostałem od brytyjskiego stowarzyszenia psychiatrów zaproszenie na konferencję naukową. Nie mogłem pojechać, bo miałem kurs w Polsce ale pojechał mój wspólnik - Tom. Świat medyczny coraz mniej boi się tego, co bioenergia ma do zaoferowania. Ale lekarze nie lubią i denerwują się gdy ktoś każe odstawić ich pacjentom leki i przestać się leczyć. Ja i przeszkoleni przeze mnie terapeuci nigdy tego nie robimy. W Irlandii mam takie relacje z lekarzami, że mogę zadzwonić i poprosić o konsultację u mojego pacjenta, bo wymaga konkretnej interwencji medycznej.

Medycyna tak jak i cały racjonalny świat szuka jednak dowodów. Czy są jakieś dowody na istnienie energii w ludzkim ciele?
Coraz więcej, chociaż dla mnie najważniejszym i niepodważalnym dowodem jest świadectwo ludzi, którzy przyszli i zostali wyleczeni. Nauka jest bardzo dziwna. To co jest uważane za dowód naukowy dzisiaj, jutro jest obalone. Tak było z wieloma teoriami. Przez całe lata punktem odniesienia całej ludzkości była fizyka newtonowska oparta na zdrowo-rozsądkowym poglądzie na świat, gdzie wszystko rządzi się prawem przyczyny i skutku. Teraz fizyka kwantowa zmienia ustalony porządek. Według niej cała materia, która istnieje we Wszechświecie składa się z wirujących atomów: ludzie, drzewa, domy, zwierzęta itp. W dodatku wszyscy jesteśmy powiązani jedną, wspólną energetyczną siecią. Coraz więcej naukowców bada zjawisko elektromagnetyczne ludzkiego ciała. Profesor Valerie Hunt z Uniwersytetu Kalifornijskiego z Los Angeles, dr Harold Santon Burr z Yale University, dr Bjorn Nordenstrom, dr Robert Becker... To tylko kilka nazwisk a jest ich więcej. Wszyscy oni potwierdzili swoimi badaniami istnienie pola bioelektrycznego człowieka. Ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że wkraczamy obecnie w nową epokę - epokę medycyny energii. I nie ma przed tym odwołania. I wierzę, że świat medyczny jako pierwszy wstanie i powie: "Nie mamy odpowiedzi na wiele pytań, musimy zweryfikować nasze przekonania." Wtedy dokonamy ogromnego skoku w rozwoju.Przyszłość rysuje się w znacznie bardziej optymistycznych barwach niż mówią to nasi politycy i ekonomiści.